Kiedy polonista niepraktykującym jest (Lament)
Nie wiem już, kędy Kochanowski chadzał,
Nie wiem, kogo Wajda w rolach obsadzał…
I kim jest Dante niedługo zapomnę
I kto opiewał Marylę nie wspomnę…
O wy wszystkie poetyki i woki!
Wszystkie historie i inne wywłoki!
Hlp-y cholerne, filozofie butne,
Przez Was to dzisiaj dole moje smutne!
Za młodu i głupia studia wybrałam,
Więc takiż to sobie los zgotowałam:
Bez serc, bez ducha, że nudy na pudy!
Mądrości, stuknij w ten łeb złotorudy!
I wyrwij z niego starych mrzonek skrawki,
Nie dawaj już czuć tej zielonej trawki.
Przyjdźże Natchniuzo, przyjdźże ma kochana,
Jak przychodziłaś kędyś do Adama…
Pomóż wymyślić interes intratny
I do zawodu mego adekwatny.
(W tej strofie rymy miały być wręcz boskie,
Niestety znam już tylko częstochowskie!)
Zawodzi idea, pracy w szkole brak,
Dłużej już (no kurde!) nie pociągnę tak!
Nie dane mi nieść oświaty kaganka,
(yyy… pójdę pozbierać kwiatki do wianka??...)
Bredzę już jak Raskolnikow z rozpaczy…
Niedługo skończę chyba jak Witkacy!
Lamentu mego dziś nikt nie wysłucha,
Tobie więc, Fejsbuku, szepczę go do ucha…