Jednak sprzedaż takowych dóbr poprzez organizowane pokazy ciężko nazwać oszustwem. W końcu na taki pokaz konsumenci przychodzą dobrowolnie. Fakt, ktoś ich wcześniej zmanipulował w rozmowie telefonicznej, ale i tak są świadomi, gdzie idą i w jakim celu. Wiedzą, że ktoś im pokaże niesamowite garnki, opowie o niezawodnych maściach, masujących materacach... I słyszeli wcześniej na pewno, że coś się za tym kryje, że nie jest do końca fajnie i kolorowo, bo gratisowy prezent to bubel i nie było cukierków, jak obiecywało zaproszenie. No i że za takowy produkt trzeba słono zapłacić. Ale skoro Hanka spod piętnastki kupiła ostatnio....
Zastanawiałam się więc, dlaczego te tzw. mohery, tak tłumnie pędzą na te spotkania i pokazy? Moja praca (ileż z niej pożytku!) przyszła mi z odpowiedzią. Nasza sala bankietowo-konferencyjna wynajmowana jest na podobne pokazy. Kiedy trafi się taki na moim dyżurze, po dniu w pracy, na każde zadane wieczorem pytanie, odpowiadam: "Pierwsze piętro, drzwi na lewo" - bo takimi słowy witam tych wszystkich licznych starszych ludzi, przychodzących godzinę przed pokazem (!). Po dwudziestym wypowiedzeniu tej formułki i błaganiu, żeby jeszcze nie wchodzili, bo nie ma gdzie czekać, a pokaz dopiero za godzinę, gotuje się we mnie wszystko, ale - jak to mówią - co poradzisz? Toż nie będą dziadki stać na mrozie, więc muszę im pozwolić posiedzieć na kilku ławkach w korytarzu recepcji... Za miękkie mam serce. Ale dzięki temu dowiedziałam się, po co ci ludzie przychodzą na te spotkania, mimo, że potem często czują się nieusatysfakcjonowani, a czasem nawet oszukani. Rozmowa kliku z nich mnie uświadomiła. Jeden z panów, zapewne emeryt, zagadnął do innego: "Ja to wiem, że to głupota, ale człowiek choć z domu wyjdzie..." Dalszej części wypowiedzi nie usłyszałam, bo zadzwonił telefon. Jednak domyślam się, że to łaknienie towarzystwa, dojmująca samotność i poczucie bezużyteczności sprawiają, że te wszystkie biedne "mohery" tak chętnie przychodzą obejrzeć pościel z merynosów. Dzięki temu spotykają innych ludzi, zawierają znajomości, dostają gotowe tematy do rozmów. Kto gdzie był, co oglądał, co kupił, co go zdenerwowało. Kupowanie dziwnych niepotrzebnych produktów też wynika po części z samotności. Przynajmniej będzie można pochwalić się czy poskarżyć sąsiadowi, zadzwonić do firmy z wyrzutami, że nie ma instrukcji czy gwarancji. Każdy powód do aktywności jest dobry. Co, poza tym, robić z odłożonymi pieniędzmi? Wszyscy wiemy, że niektórzy emeryci czy renciści mają sporo zachomikowane... A tu nie trzeba jechać na rynek czy do galerii, gdzie się człowiek nałazi i zgubi, można wygodnie posiedzieć, wszystko ci opowiedzą i przy okazji jesteś wśród podobnych sobie. Płacą więc za towarzystwo, albo nie kupują, tylko psioczą pod nosem, wychodząc: "Ostatni raz się dałem nabrać!...". Wiadomo, że nie ostatni. To takie nowe hobby współczesnych emerytów i rencistów. Młodsze osoby zazwyczaj wychodzą po 5 minutach, wstydząc się zapewne przed sobą, że w ogóle tu przyszli. A starci wracają. Czasem uda im się nawet pojechać za bezcen na wycieczkę i zjeść darmowy obiad. Nie wiedzą, że za całą "imprezę" płaci jedna naiwna babcia, która kupuje komplet garnków za sześć tysięcy, podczas gdy naprawdę wart jest 500 zł (oby!).
Czy możemy oskarżać tych sprzedawców o nieuczciwość? Przecież ci ludzie sami się proszą...