piątek, 20 maja 2011

Terapeutyczna funkcja bajek

W "Rodzince.pl" tatuś grany przez Karolaka zakończył czytanie dziecku "Czerwonego Kapturka" w momencie, kiedy Wilk zjadł dziewczynkę... Być może było to zabawne, ale jeśli edukujące, to w sposób przewrotny... Wiadomo: bajka musi kończyć się dobrze, żeby dziecko mogło spokojnie zasnąć.

Bajki kończą się też dobrze z innych powodów, o których pisał psychoanalityk Bruno Bettelheim. Odbiorca, w tym wypadku dziecko, często identyfikuje się z bohaterem opowieści i to do tego stopnia, że pozytywny jej przekaz pomaga mu zmierzyć się ze swoimi problemami w codziennym życiu. Działa oczywiście podświadomość, która domaga się danej historii. To dlatego dzieci czasem proszą codziennie o tę samą bajkę. Spostrzegawczy rodzic dzięki temu może się domyślić, jakie zmartwienia zaprzątają małą główkę... 


Kiedy miałam mniej niż 7 lat, wiele czasu spędzałam u dziadka i babci. Dziadek był wtedy bardzo chory, leżał w łóżku, a jeśli się poruszał, to tylko na wózku. Bardzo wrył mi się w pamięć fakt, że dziadek często opowiadał mi bajki. Nie czytał, a opowiadał właśnie. Nie wiem, czy sam je wymyślał, ale to bardzo prawdopodobne, bo  doktor od literatury dziecięcej nie znała opowieści, o której jej wspomniałam, a którą pamiętam właśnie z tamtego okresu. A pani doktor zna wszystkie bajki:)


Wielkie pole kapusty, a w tle szklana góra, którą wyobrażałam sobie jako spadzisty przezroczysty dach... I ja, ratowana przez jednego z trzech braci, z którym jechałam na ogromnym złotym koniku polnym... Musieliśmy chyba być zmniejszeni, bo kapusta była jak las. Albo to były warzywa-giganty... Nie pamiętam już fabuły, a szkoda... Może dowiedziałabym się czegoś o sobie, bo prosiłam o tę bajkę nieustannie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz