Kiedy po źle przespanej nocy, niespokojnych snach, w których kuliłam się na białym szpitalnym łóżku, nieustannym przebudzaniu i strachu przed spojrzeniem na zegarek, w końcu wstałam (w sumie bez większej rozpaczy), przemyłam oczy, ocuciłam twarz i wykonałam szereg czynności prowadzących do stanu oglądalności (rym niezamierzony), zawędrowałam do pracy, odpowiedź na moje - zadawane sobie od jakiegoś czasu - pytanie, okazała się pozytywna. Jednak można. Można chcieć i nie poprzestać na chceniu. Można pielęgnować pasję, która przynosi satysfakcję, uznanie, a nawet te prozaiczne pieniądze. Można pochodzić z zaściankowego miasta i robić karierę w wielkim świecie. Można. Jeden artykuł w lokalnej prasie na temat projektantki pochodzącej z Białegostoku, która zdobywa włoski świat mody, mnie o tym przekonał.
A ja tymczasem siedzę w nudnej pracy i (wykorzystując popularny mem internetowy) "pacze" na jakieś posty na fejsbuku, "pacze", co by tu ze sobą zrobić i "pacze", co ja w ogóle "pacze"... "Pacze", że nie ma tu dla mnie większych perspektyw, ale przynajmniej płacą mi za czytanie książek, oglądanie filmów i "paczenie". Więc w sumie "pacze", że nieźle się urządziłam, w końcu nie stoję 12 godzin przy taśmie produkcyjnej, "pacząc" w te same numerki na kartonach... Mogę się ukulturalniać, oczytywać, przemyśliwać pewne kwestie, filozofować wręcz, jeśli najdzie mnie ochota. Teoretycznie mogłabym nawet pospać, choć w dzień mogłoby się to okazać ryzykowne, bo w nocy płacą mi nawet za spanie. "Pacze" więc, że przypadałoby się tę masę wolnego czasu przekuć na jakiś sukces... Na pewno Bóg zesłał mi tę pracę, chcąc dać mi okazję do zrobienia czegoś wielkiego! "Pacze" tylko, że nie za bardzo wiem, o co tu może chodzić... Ale mam dużo czasu, żeby się dowiedzieć.
Jak zatem mawia wujek Hormon: "Można?... Trzeba!..." Trzeba się dowiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz